O bieżeństwie

Opowieść Czesławy Siemionow, zapisana 21V 2008

Ja powiem, bo mama mnie wszystko opowiedziała i to nie raz, a dwadzieścia razy mówiła. Gdzie?! Gdzie chcecie w Rosji – tam powieziem. Do ciepłego kraju, bo tam bardzo dobrze. Nie trzeba ni kosić ni siana nic. Aż za Taszkientem gorod Nierwa. Persja. A dziadek, bo dziadek był taki, że wszystko zrobił. Baraki stawiał na granicy To aż Persja, ten gorod Nierwa. A tam taki, mówi klimat, że jajko do ziemi i już upieczone. Ani nic nie ma, ani nic nie rośnie, pustynia, ani nic. Gorąco, gorąco. A mówi woda w takie jamy, doły i tymi dołami woda leci, a więźniowie na bruk ino chlup, chlup. Nie można ni iść ni jechać tak gorąco i polewają wody o tak o z tego dołku, co woda tam gnała – maszyna ta wodę gnała, bo gdzież na pustyni taka woda. No i zaczęli umierać bardzo ludzie stąd. Nie pasowało dla nich klimat. No i oni napisali do cara i przyjechała cara córka. Mama mówiła tak, że była tak jak pielęgniarka – biały czepek na głowie i wszystko ubrana jak pielęgniarka. I przyjechała. I ich przewieźli do Samary. A tam mróz – czterdzieści stopni. I oni w takich glinuchach. Z gliny chaty, takie letnie kuchnie mieli. Oj tam bogate ludzie byli. Według o tutaj to bieda tu, a tam bogate byli ludzie w Rosji. Dom wysoko o tak wzniesiony. Bo tam blisko rzeka Irgiz. Mówi wychodziła czasem. Nie zawsze, ale wychodziła czasem. Tak mieli mieszkanie podniesione, żeby woda nie zajęła podłogi. No a oni w tej glinusie, to coż tam, z gliny o jakaś tam wzniesiona letnia kuchnia. No to oni w tych glinuchach mieszkali, a te gospodarze w tamtych budynkach mieszkali. No i tak żyli. Ale, mówi, tam dobrze było. Tam, mówi, jakąś miłościnę  przynosili pod okno: mięso, bułek, wszystkiego i tak nakładną, że nikt nie wiedział. Pod  Boże Narodzenie, pod Wielkanoc. Mówi – rano wstają a tam pełno wszystkiego przyniesione. A jak, mówi, stała rewolucja, głód, nic, a nic. Wszystko pobili, wszystko spalili i głodne wszystko. To może, mówi, gospodarze to coś tam trochę schowali, a oni nic nie mieli. Nic. Z głodu zaczęli już umierać i uciekać z powrotem do domu. No i powracali z powrotem do domu. Tutaj. Mówi tak to czorta by pojechali żeby nie rewolucja i głód. No. (długa cisza) To wszystko wypalili, wybili. O, gdzie mądre byli ludzie. Wywalić wszystko, wybić, wypalić wsio, a później głód (długa cisza). I to w czternastym, a chyba wrócili w dziewiętnastym. W dziewiętnastym wrócili.

* bieżeństwo (bieżaństwo) – masowa ucieczka ludności, głównie wyznania prawosławnego, z zachodnich guberni Imperium Rosyjskiego w głąb Rosji, po przerwaniu linii frontu przez wojska niemieckie w okresie od 3 maja do września 1915 roku na skutek carskiej akcji propagandowej, wzywającą ludność cywilną do natychmiastowej ewakuacji w głąb Rosji. Aby zachęcić do wyjazdów, straszono mordami, gwałtami, rabunkami i innymi okrutnymi represjami, jakich miała rzekomo doznać z rąk Niemców miejscowa ludność prawosławna. Pod wpływem agitacji rodzinne strony opuściło ponad 3 miliony ludzi, w tym około 800 tysięcy mieszkańców guberni grodzieńskiej. Wracali (nie wszyscy) w latach 1918–1921.