O budowie szkoły w Teremiskach i o zabawach

Opowieść Czesławy Siemionow, zapisana 11 lutego 2008

To już 10 lat nie ma żadnej dziewczyny na wiosce. To i 10 lat nie ma żadnej, może i więcej, jak nie ma żadnej. To tylko takie jak ja i już po wszystkim. Oni nie byli uczone, bo to akurat Niemcy, a Niemcy do żadnej szkoły nie puszczali. Nie było żadnej szkoły, nie było nic. To takie dzieci akurat jak ja, to bez żadnej szkoły. U mnie ojciec chory był. To 44 rok był, jak  Ruskie tu wracali, to się miało 14 lat, to niektóre poszli. A już tam trochę litery znali, niektóre poszli a ja tak została. A to nie sama ja, wszystkie prawie tak. Już moje siostry dwie to chodzili do szkoły, a ja nie. Szkoła w Teremiskach była. W Białowieży była ta starsza. A później w Hajnówce
W 44 roku tu wróciła, a szkołę zbudowali koło 10 lat – może w  51, 52 roku. Wcześniej po wsi była szkoła, u Wołkowyckiego, u Kazimierza. Na Budach trochę była, na Budy dzieci chodzili. To lat i z 8 to nie było szkoły. Potem budynek dali na szkołę. To powieźli wszystkie je dla porządku do tej szkoły, a mnie tatuś nie powoził, bo był chory. To ja porobiła koło tej szkoły, ani moje dzieci ani co, a ja tam pracowała koło tej szkoły. Jeszcze kiedyś był tak zwany szarawarek, do podatku trzeba było odpracować go. To piach wozili na drogi, to do szkoły… To ja ten szarawarek…ja tam co i rusz, prawie raz na miesiąc były, dużo razy ja tam była w tej szkole. Tam studnia była, ta Albina i tego Ziutka syn kopali. We dwóch kopali studnię, on kopał, a ona ciągała sznurkiem to wiadro i wywalała. Ja to przy studni nie była, ja przy tych obcinkach zbierała, i deski podnosiła, dość ci tam było roboty, ile chcesz. Majstry to były wynajęte z gminy, dwóch czy trzech ich było.  I bale podnosili i wszystko, a byli ludzie i pomagali. Pomogą im zaciągnąć, wszystko chętnie się robiło, i młode chłopaki pomagali, bo chcieli, żeby szkoła była. Przed wojną u Morozowskich szkołą była. To duża chata, duże tam było mieszkanie. Nawet ładny to kawałek był szkoły był. Już ja tam chodziła cały czas. A tą, to już po wojnie pobudowali.  Na rozpoczęcie szkoły z Białowieży Masej przyjechał (taki pseudonim miał, on Szpakowicz był, leśniczym był) grał na harmonii i Brona na saksofonie i zabawa! Chłopcy wosku na podłogę narzucali, świece pocieli, letko po wosku jak licho! I całą noc! Rozpoczęcie szkoły było.  Ja tego nie robiła, to chłopaki. Ja ino szorowała ten wosk. Taką miotłą brzozową i po deskach! I wyszoruje, a już jak brudna podłoga, to już nauczycielka mówi, żeby przychodzili na zabawę do szkoły, bo podłoga brudna. To my zajdziemy i znowu szorujemy tą podłogę. A co to na 12-15 dziewczyn, po desce jednej, to minutowa robota! Wyszorujem, to deska taka jak nowa, bielusieńka, wyszorowana.