O cygańskiej zabawie

Opowieść Wandy Czaczkowskiej (z domu Wiszniewskiej), spisana 23 września 2010

A kiedyś jak Cyganie. Cyganie jechali i nocowali tu. Jak to wchodzili, a Cyganka była tu z malutkim dzieckiem. Boże, jak ja się tu zdenerwowałam też. No gdzie spać? No tu wszyscy spali w sypialni, a Cyganom mama rzuciła jakieś tam koce, nie-koce, co tam miała rzucić i oni tam wszyscy… Ja tam pamiętam, byli chyba 3 Cyganki, dwóch Cyganów i noworodek. I to wszystko spało w kuchni. Włączyli telewizor. Jakaś taka muzyka akurat szła, taka cygańska, coś tak … mówię wam jak to się wszystko pozrywało! Jak leżało tak tańczyło. Wszystko z podłogi i w tany. I jak zaczęli skakać…A tam kiedyś mydło te szare trzymali, bo to jak jakieś pranie, czy co, to szarym mydłem najwięcej to wszystko, jak co w ręku, to się odbywało. I w kuchni na piecu tak było poukładane te mydło, tak żeby to one suche było. Jak to wszystko poszło w tany, jak zaczęli tańczyć, to ta podłoga (tup tup) i to mydło się zaczęło rozsuwać. I to dzieciątko leżało przy piecu zawinięte, słuchajcie…ten kawałek mydła, no spory taki, suchego kawałek, jak kamień przecież. Upadło koło samiutkiem główki. Przecież to mogło zabić tego dzieciaka. (…) Myślę sobie: Boże, raz spalili i drugi raz by byli spalone, bo ja nie wiem, co to by było, jak by to dziecko było zabite tutaj. Nie wiem co oni by zrobili, ci Cyganie. Bo chociaż nie z naszej winy, ale w naszym domu.

[Cyganie przyjeżdzali do Teremisek w latach 50, jak pani Wanda nie była jeszcze mężatką].