O ojcu

Opowieść Wandy Czaczkowskiej (z domu Wiszniewskiej), spisana 23 września 2010

Tutaj mieli, to właśnie gospodarstwo. Tutaj co ta mleczarnia stoi, tu naokoło tam, 3 hektara 60 arów. To starczyło tej roboty na polu, bo tata to mało kiedy był w domu. Teraz to już leśnicy to mają ekstra. Samochody, dojazdy, teraz mają to cudownie, a kiedyś rower tylko miał. A przecież miał taką, bo jak teraz leśniczy to w nadleśnictwie jest kilku, a przecież jak ojciec był jeden na całe nadleśnictwo jako do spraw łowiectwa, to przecież aż tam za Czerlonkę i gdzieś tam Browsk jakiś, ja nawet nie wiem gdzie ten Browsk, to był aż pod Narewkę. To wszystko musiał wiedzieć, co się tam dzieje. To później jeździł koniem, saneczkami, a latem rowerem. Była ciężka jego praca. I jak, przypuśćmy, jak przyjadą myśliwi na polowanie, to jego nie było nieraz nawet parę dni, bo musiał być z nimi, bo musiał do lasu ich zaprowadzić, pokazać, gdzie to ma być, gdzie on ma polować, na co ma polować.
Był sztucer i dubeltówka, ale dubeltówkę trzeba było oddać, a sztucer to tata już swój kupił. To później sprzedali, bo mama nie chciała aby był w domu, żeby broń była w domu. Tata już chorował. Miał miażdżycę nóg. Później nie mógł już za bardzo chodzić, ale jeszcze pchał się do tego lasu, o tak o, nie polować. Pamiętam jak on rozpaczał, że sprzedała jego najlepszą pamiątkę.