O pasieniu świń w lesie

Opowieść Czesławy i Jana Siemionow, zapisana 21V 2008

Jeden raz kiedyś świnie do lasu ganiali. I tak wszystkie poszli na Kolonię żyć, bo świnie do lasu puszczali. No i jeden raz my chodzili tam. Ja Janka prowadzała. Tam była polana. I była siana dla żubrów. Buraki, marchew, kartofle, wszystko. Taka duża, może, ja wiem? Ile tam hektary było? Siedem, więcej? Może dziesięć hektary tej polany było. No i my do roboty buraki tam chodzili pleć. No i poszli już te poprzedniczki – Marysia ta Poliuchowa, to Jadzia, ta Nasta. A ja z tyłu, bo po siano jeździła dla konia i dla krowy. No i zanim te siano wyrzuciła i wszystko, to oni poszli. A ja z tyłu za nimi biegła biegiem. Gnała ich. No i patrzę. No te Budniaki to już durne, popuszczali tak daleko świnie. A świnie jak konie – wrrrrrr. I poszli. A to takie białe jak świnie dziki. No. Ja myślała, że Budniaki durne.
Po lesie chodzili świnie o tego Niwińskiego. Zna pan Niwinskiego? Oj to co on ganiał do lasu świń.Świnie najedzą się w lesie to tylko jakieś picie. Przyjdą napiją się. Już one nauczone. Picie jakieś tam im wleją. Przyjdą w nocy napiją się, poleżą i pójdą z powrotem A w lesie przecież tych rozmaitych korzonek i pokrzyw nie pokrzyw. To w ogóle roboty z takimi świniami nie ma. Całe mioty, ile tam. Pójdzie to jak konie porosną.To on i chatę postawił w mig.