O powrocie do spalonej wsi i o tym, że nie ma już bocianów

Opowieść Czesławy Siemionow, zapisana 11 lutego 2008

Wrócili, o wprost na pole i już. Tak jak nas wieźli, wyrzucili na pole, tak i my wrócili na pole. A co zostało? A no ścianówka [typ pieca kaflowego] stała, a to bocian siedział na ścianówce. Ale jak już przyjechali ludzie, to nie. Uciek, bo bał sie. Nie było nikogo, to siedział, a jak już zaczeli ludzie chodzić, to uciekli bociany i z ścianowki. A wtedy [w czasie wojny], to sie popalili. Bo cóż to pierwszego, siódmego, czy trzynastego lipca wywozili. No to gdzież, to bociany jeszcze nie latali i już takie spore byli. Popalili sie wszystkie. A te stare pouciekali.
I tu jeszcze było w Teremiskach po wojnie chyba z sześć gniazd. A teraz, a to jeno u Cwalińskiej jedno gniazdo, więcej nie ma. A wtedy to było jeszcze chyba z sześć po wojnie. U tego Smoktunowicza, u Szury – dwa… I gdzieś i tutej u tego Borysa było gniazdo – trzy. I tam gdzieś, aż tam koło Szkuty było gniazdo – cztery. No i tu za stodołami. A teraz to jedno.