O pracy w lesie

Opowieść Marii Cwalińskiej, spisana 18 września 2010

Pracowałam w lesie. I co się tam robiło? Jaka to była praca? No czystki się robiło. Gałęzie się na kupie, na kupie, a potem podpalało. Ogniska się paliło. To była czystka, taka z gałęzi po wyrębie. A później, jak już to się zrobiło, jak poorali, no to my sadzili drzewa. Sadzili, każda kosz tam dębu czy świerk, dąb, co tam szło. Jakie na jakich uprawach co szło. No i jeden robił dziury, drugi sadzał i dalej szło się. I tak było całe. Potem było po osadzeniu, jak już się skończyło sadzenie, przyszła obrzynka. Trzeba było te sadzonki tam całe i ten zrąb. Kosą nie pozwalali, bo kosą się sadzonki ścinało. To sierpem trzeba było powycinać to wszystko i już. I każdy miał pracę w lesie. Także na okrągło kobiety mieli pracę. Do samej jesieni. Teraz znowu szło – poprawki. Znaczy jak były sadzonki, no to sadzilim. Jak nie było, no to kopali talerze motykami. Z tej darni, to kopali, to się zdzierało, a potem tu się w środek wsadzało sadzonkę. Nie było lekko. Nie było ciężko. Najbardziej było tam, gdzie korzeni dużo było, to już tak niezręcznie wsadzić, bo to już tam trzeba było wycinać. Wszystkie kobiety pracowały. Wszystkie chodziły jak jedna. Po trzy, po cztery w grupę. Każda brali sobie tam działkę, czy tam dwie i robiły. Od nocy do nocy pracowali. Siedzieli w lesie. Ale w ogóle było, mieli pracę i żyło się dobrze wtedy. Naprawdę dobrze.