O tańcach w szkole

Opowieść Czesławy Siemionow, spisana 11 lutego 2008

Tej Niny mąż – Puszkin, to zrobił taki klub. Pójdzie, otworzy wytrychem szkołe, całą noc tańczyła. Ale podłogę szorujemy. Chłopcy miotłami szorują, a my szmatami. I wodą zmywamy. Cała szkoła, taka podłoga z desek, trzeba było szorować. No i nauczycielka mówi, żeby robili zabawę, bo podłoga brudna. My już idziemy, a jak nie ma nikogo, ten Paweł wytrychem otworzy i tak całą  noc. Ale nikt nic nie mówił, bo podłoga wyszorowana, jest nieruszone nic. A nas dwadzieścia dziewczyny, a chłopaki szorują, bo to nie było nie szczotki, ni tego. Po wojnie to tym, miotłą. Chłopaki szorują, a my zmywamy. To szybko pomyjem! To u mnie koleżanek było, Tereska raz,  Janka dwa, ja trzy, Szeregostrówa cztery, Zina pięć, Maniuśka sześć, Renia siedem,…Wrońka dziewięć, Irenka dziesięć. A jeszcze starszych. Mówie koło dwudziestu.