O żubrze, którego zgubiły kartofle

Opowieść Czesławy Siemionow, zapisana 21V 2008

No i ja posadziła kartofle i nakopała kartofli. No i żuber przyszedł i my poszli z ciotką ganiać.
Zapalili buty gumowe na kołku. A tego żubra nie widać, bo to koło ciebie but się pali, światło okropne. No i my walim. A ten słyszym, że poszedł. A my niedaleko jego z tymi butami palim, ale słyszę, a on już chrapie, chyba naciera! Nic nie widać. Oj, my stalim z tymi butami, nie wiemy co robić w polu, a już jest ciemno. A ta guma leci do ziemi o tak o! A te buty palą się. A my nic nie widzim, a słyszymy, że on czop czop. A gdzie on idzie? Czort jego wie, koło nas światło, no przestraszył się ognia i poszedł. Tam koło Szkuty, był jeszcze nowy płot, przez płot, siatkę wywalił i poszedł do lasu.
I nakopała worek kartofli i Janek Międzyrzecki zabrał te kartofle furą i powiózł do kopca, a te drobne do domu. Zostawił worek na polu. No, na rano zachodzim – pusto, nie ma worka, ano worek mokry. A on chuchał [żubr], z worka jadł i chuchał, a ten worek mokrusieńki. Cały worek kartofli wyżarł. Taki duży, metr kartofli. No i idzie Borys z psem do lasu, zara wraca.
„A czemu Ci tak szybko?”
„Bo żuber o tu  lezie, pójdę meldować”.
A on kartofli nażarł się tyle. My poszli pod jabłonię do męża, a on [żubr] już się tam taczał i taczał i taczał, bo już jego brzuch bolał ino do lasu wszedł i zdechł. To może z pięć, sześć, może więcej siedem samochodów przyjechało i mówili, ja tam nie chodziła, ja myślała, że do mnie może będą mieli pretensję, ale nic, nie podchodzili nic do mnie, nic nie mówili. Ale mówi, że jego rozpruli to i wszystkie kartofla się wywaliła, no cały worek, no i zdechł ten żuber.